czwartek, 8 maja 2014

Bezludna wyspa, czyli jak |próbuję| stworzyć swój azyl w internetach

Uczucie, kiedy pisze się pierwszy post od wielu miesięcy, można porównać do odcinku serialu, kiedy na stare śmieci wraca bohater, który zniknął dwa sezony wcześniej. Znikałam i wracałam cały czas do tego samego serialu (Young Wild & Free - o matko i córko matki, cóż na kreatywna nazwa strony) . Dzisiaj na przekór wszystkiemu i wszystkim zrobię mały spin-off przewracając do góry nogami to, co zostawiłam tutaj w listopadzie.

 Do tytułu wykorzystałam swoje iście królewskie imię i ostatnią fascynację wszystkim, co związane z tropikami, Kalifornią i plażami. Chyba moja podświadomość próbuje uciec na bezludną wyspę, z dala od ludzkiej cywilizacji. Zauważyłam, że im więcej miesięcy mi przybywa, tym bardziej poznaję absurdalną stronę świata i odkładam do skarbonki coraz więcej oszczędności na kupno własnej wyspy.

Niech więc ten wspaniały staro-nowy początek dobrze nam zrobi, niczym letnia bryza na hawajskim wybrzeżu, ALOHA          xoxo









PS. Szczerze mówiąc, przestrzeń między grudniem a kwietniem słabo kojarzę, w szczególności przez mój udział w Olimpiadzie Biologicznej. Udało się,  maturę z biologii w przyszłym roku mogę odhaczyć (100% z automatu), a niektóre uczelnie na lekarski przyjmą mnie z otwartymi rękoma. Warto spełniać marzenia.